Mama, w sklepie, dość głośno: Kasiu, chcesz Gerbera? Ty tak lubisz to jabłkowe purée.
Ja, cicho i błagalnie: Mamo, proszę. *po czym idę za nią i staram się udawać, że wcale nie mam swoich niemal trzydziestu lat, oraz najlepiej że w ogóle mnie tam nie ma*
Cóż. Jakkolwiek infantylne by to się nie wydawało, ja naprawdę uwielbiam te desery dla niemowląt od Gerbera. Wniosek - na zakupy chodzić bez Mamy, albo wysyłać Mamę samą, najlepiej z listą zakupów. Moja Mama bowiem, jak zapewne wszystkie mamy tego świata, uważa, że ja sama o siebie zadbać nie potrafię, nie umiem czy też nie chcę, w związku z czym kiedy mnie odwiedza, solidnie zaopatrzy mnie tak, bym mogła przetrwać nadchodzącą wojnę, apokalipsę i bóg-wie-co-jeszcze. Odnośnie zaś Boga - wiecie, że by rozbawić Boga, należy opowiedzieć mu o swoich planach? Ja zwykle wiem. Tylko czasami o tym zapominam. Ostatnio zapomniałam. I coś zaplanowałam. Bogu musiało być tego dnia niezwykle wesoło. Czy uważam Go za sadystę? Skąd. Czy uważam siebie za naiwne dziewczę, przeceniające własne siły? Oczywiście!
To, co miało się zdarzyć - nie zdarzyło się. To fakt. Ale jest i fakt drugi - to, co zdarzyć się mogło, nie wydarzyło się zupełnie! Dwustronny medal, wielka frajda. Po półrocznym odwlekaniu tego momentu odstałam swoje w ZUSie, wyłuszczyłam z czym przychodzę pięciu urzędniczkom i jednemu urzędnikowi, wypełniłam tonę i dwie kartki podań, pobiegałam trochę za stemplami i potwierdzeniami, odebrałam w końcu świadectwo pracy z poprzedniej pracy i oto - voilà - w końcu jestem pełnoprawnym członkiem społeczeństwa z czystym kontem składek zusowskich, nawet pomimo tego, że nie opłacałam tychże przez lata dwa z kawałkiem. Nie przez niechęć do ZUSu. Przez nieuwagę i dość idealistyczną wiarę w to, że mój ówczesny pracodawca robi to za mnie. Cóż, nie robił. Cóż, mam wobec państwa tak jakby ponad dwa tysiące długu. Ale rozłożono mi ten dług na raty, miłe państwo, miły ZUS! Spodziewałam się, że będzie gorzej. Właściwie spodziewałam się kary w wysokości co najmniej dwukrotnej sumy zaległych składek, gdy tymczasem żadnej kary mi nie naliczono, co więcej: uprzejmie i bezproblemowo wydano wszystkie dokumenty poświadczające istotną dla mnie prawdę - że legalnie i nieodpłatnie mogę od dzisiaj korzystać z porad lekarskich, ubezpieczeń zdrowotnych i cholernej opieki dentystycznej, czy też - gdybym bardzo chciała - zoperować sobie odnowioną w prawym oku zaćmę, dziś zaledwie mikroskopijne maleństwo, które jednak jest tam, siedzi i przeszkadza. Zoperuję sobie. A co mi tam. Wygrałam to, mogę wszystko. Ludzie! Nie odkładajcie walki z waszymi prywatnymi smokami na później. Z każdym dniem zwłoki smok ma zęby coraz ostrzejsze, a pazury coraz dłuższe. I coraz bardziej przeraża, gdy często on sam niewiele groźniejszy od pierzastego pisklątka.
No i meme, ukradzione
hybrid_sane, której przy okazji mizi-mizi za nowy wygląd tego leżącego odłogiem LJa. Powoli przekonałam się już nawet i do guziczków, dziękuję! Co prawda ilekroć patrzę na to zdjęcie żałuję, że w mojej davidowej kolekcji brak jeszcze Heathen, ale: to się nadrobi. I znowu przy okazji: dostałam od wcześniej wspomnianej Storytellers Davida:
( o, takie ładne! ) ...i zachwyca mnie ten album nadal. No dobrze, album jak album. Ładny, książeczka, takie tam sprawy. Playlista znana i ograna. Ale to dvd! Coś niesamowitego, odkąd wpadło mi w ręce obejrzałam jakieś dwanaście razy, ukochując przy tym "If I'm Dreaming My Life". Przypuszczam, że jeśli obejrzę wystarczająco dużo występów Davida i kupię więcej, jeszcze WIĘCEJ!
( bo tyle mi nie wystarcza ) ...stracę ostatnie szanse na jakikolwiek obiektywizm w stosunku do tego, co mi zagra i zaśpiewa. Wczoraj zaserduszkowałam na laście "China Girl". I "Modern Love", rozumiecie? Równie dobrze mogłabym walnąć tam błyszczący, tęczowy napis: I LOVE DISCO and 70's. Wyszło by na to samo. No ale, nie przedłużając, meme. Szukałam go, by zapełnić czymś pozostałe dwadzieścia minut do końca ściągania torrenta, w związku z czym teraz, kiedy minęły już dwie godziny, a ja w końcu znalazłam odpowiednie, mogę je wstawić. Tylko już mi się nie chce go robić, ale może mi się na przyszłość głupich pomysłów odechce.
(po godzinie)
Meme nie będzie, bo przy pytaniu czterdziestym ósmym przypadkowo wyłączyłam przeglądarkę, zaś LJ zapisał mi wpis dokładnie do momentu, w którym napisałam, że robię meme. Jako, że kompletnie odechciało mi się z powodu irytacji spać, obejrzę jeszcze finał Criminal MInds (dwa odcinki i pełne dziewięćdziesiąt osiem minut akcji, mraumraumrau), zaś potem pójdę w końcu spać. Dzisiaj spałam dwie godziny. Kto wie? Może dzisiaj uda mi się spać przez trzy? Nie chcę mieć koszmarów, a mam. Nie chcę budzić się z przerażeniem, a się budzę. Nie chcę śnić horrorów, a śnię. Kto wie? Może zamiast Criminal Minds powinnam przed snem obejrzeć jakiś horror? Po seansie, jaki zrobiłyśmy sobie z Frej w niedzielę z filmami na podstawie Kinga, Koontza i amerykańską wersją "The Eye", spałam przecież bardzo dobrze.